NAWET W PRYMITYWNEJ FORMIE

Nawet w formie najbardziej prymitywnej, jak w opisanym wyuczaniu się przez rzęsorka „na pamięć” pewnej sekwencji ruchów lokomocyjnych, nabywanie dobrze opanowanych koordynacji ruchowych jest aktem poznawczym i to niebywale skutecznym. Koor­dynacja dziedziczna może być z natury rzeczy przy­stosowana tylko do takich danych środowiska, co do których jest do przewidzenia, że napotka je każdy osobnik gatunku. „Wpojony” sposób ruchu wykazuje niejedną właściwość funkcjonalną znamienną również dla koordynacji dziedzicznej: jego przebiegu nie opóź­niają czasy reakcji, przysługuje mu własne zachowa­nie apetencyjne, a zatem ma on rangę motywacji.

DECYDUJĄCA ROLA

Otóż jestem zdania, że powstawanie takich wyobra­żeniowych obrazów własnych ruchów odgrywa waż­ną i nawet decydującą rolę w swoistym dla człowie­ka zróżnicowaniu centralnej reprezentacji danych przestrzennych i tym samym w naszym myśleniu pojęciowym. Czynność sterowanego rozeznaniem uj­mowania, które jest w swej istocie macaniem końca­mi palców, zwłaszcza prawego palca wskazującego, stanowi wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wstęp­ny warunek pojmowania. Przemawia za tym ogromna rozległość połaci, która w korze kresomózgowia re­prezentuje dłoń i palce pod względem sensorycznym motorycznym oraz stosunek pól motorycznych do dróg piramidowych, najważniejszych dróg nerwo­wych ruchu dowolnego.

W DOSTĘPNYCH WARSTWACH

Często, w warstwach dostępnych świadomości, nie wiemy nawet, co robimy i jak to robimy. Kiedy się od bardzo dawna nie wykonywało jakiegoś opanowa­nego ruchu, np. wybrawszy się na narty po raz pier­wszy po dziesięcioletniej przerwie, człowiek myśli na­wet, stojąc wysoko na zboczu, że w ogóle już nie umie jeździć, ale z chwilą gdy ruch się rozpocznie, potoczy się on ku naszemu zdumieniu równie gładko jak dawniej.Z drugiej strony, przy dobrze przyswojonych sposo­bach poruszania się udaje się nam nierzadko wzbu­dzić w sobie tak żywe wyobrażenie kinestezji ich prze­biegu, że wtedy samoobserwacja pozwala skonstato­wać szczegóły procesu, o których nasza świadomość już nie wie. Kiedy wnuczek zapytał mnie niedawno, który z dwóch większych pedałów w moim samocho­dzie porusza sprzęgło, a który hamulec, zmuszony by­łem ze zdziwieniem stwierdzić, że po prostu tego nie wiem i musiałem uciec się do wspomnianego przed chwilą zabiegu, aby móc udzielić odpowiedzi.

ROZKOSZ FUNKCJONOWANIA

Podobną apetencję wykonywania ruchów trudnych, ale dobrze opanowanych wykazał H. Harlow u maka­ków, które nie nagradzane stale powtarzały „dla przy­jemności” wyuczone manipulacje. „Rozkosz funkcjo­nowania”, jak trafnie nazwał to zjawisko Karl Biihler, odgrywa najwyraźniej ważką rolę w powstawaniu dobrze opanowanych, mocno wpojonych sekwencji ru­chowych. Wiemy z własnego doświadczenia, że każde uzupełnienie, każde wygładzenie występującej jesz­cze „szorstkości” stanowi o wzroście przyjemności, wyraźnie dającym się zaobserwować.   Właści­wości te są na swój sposób sprzeczne. Z jednej bowiem strony dobre opanowanie ruchu wyuczonego jest w tak wielkim stopniu i tak wyłącznie sprawą podświa­domych i nawet bezświadomych warstw naszej osoby, że usiłując świadomie śledzić za przebiegiem ruchu kontrolować go, możemy w nim tylko przeszkadzać.

NAJOSOBLIWSZA ZGODNOŚĆ

Toteż nie lubią oni wcale, by podopieczny, który chce się nauczyć np. gry w te­nisa czy sportowego pływania, dysponował już jakąś umiejętnością w tych dyscyplinach, nabytą w drodze samouctwa; takie umiejętności bowiem nie tylko nie są, z wyżej wyłożonych względów, pomocne, lecz sta­nowią trudną do przezwyciężenia przeszkodę w nauce koordynacji optymalnych, niezbędnych u prawdziwe­go zawodnika. Trzecia i najosobliwsza zgodność pomiędzy ruchem wpojonym i koordynacją dziedziczną polega na tym, że po dłuższym nieużywaniu tak jednego, jak drugie­go występuje wyraźnie zachowanie apetencyjne zmie­rzające do zrobienia z nich użytku. Jednym z najsil­niejszych motywów, który każe ludziom tańczyć, jeź­dzić na łyżwach i oddawać się uprawianiu innych sportów, jest skierowana ku całkiem określonemu mocno wpojonemu ruchowi apetencja o natężeniu ro­snącym wraz ze stopniem opanowania ruchu i trudno­ści związanych z jego wykonywaniem.

OKRĘŻNY GEST

Ten okrężny gest stawał się stopniowo zaokręglonym, z zamachem wykonywanym ruchem dłoni, który dla każdego, kto nie znał jego prehistorii, wyglądał afektowanie; ruch ten wciąż jeszcze całkiem się nie zatarł, kiedy wóz z lewarkiem przy kierownicy zasłabł ze starości i zastąpiony został nowym, znów z dźwignią w podłodze. Moja żona, która przez ponad 5 lat urągała na lewarki i nie mogła odżałować dźwi­gni, teraz nie potrafiła, jak się okazało, wyzbyć się po prostu koordynacji ruchowych zmiany biegów przy kierownicy. Pozostawiam czytelnikowi wykoncypowa- nie, jaką trasą wędruje teraz do dźwigni biegów dłoń mojej pani; po wszystkim, co tu zostało powiedziane, łatwo pojąć, że jest to ruch niesłychanie elegancki. Trenerzy sportowi dobrze znają zaciekły opór, jaki dobrze opanowane ruchy stawiają wszystkim wysił­kom, by je wyeliminować.

CZYNIONE OBSERWACJE

Prze­mawiają za tym obserwacje, które poczynić można nieodmiennie np. na kierowcach, kiedy przesiadają się z jednego typu wozu na drugi. Jeśli jakieś ruchy za­sługują na określenie „wpojonych” i „umianych przez sen”, to właśnie ruchy naprawdę dobrego kierowcy. Kiedy taki kierowca jeździ przez długi czas tylko jed­nym wozem i następnie zostaje zmuszony do zmiany, sztywność tych ruchów ujawnia się bardzo wyraźnie. Gdy moja żona przesiadła się z samochodu z dźwignią zmiany biegów w podłodze na wóz z lewarkiem przy kierownicy, przez długi czas sięgała najpierw w próż­nię po nie istniejącą dźwignię i dopiero potem w górę do lewarka.

WŁAŚCIWOŚĆ RUCHU

Druga właściwość ruchu dobrze opanowanego, dzię­ki której przypomina on wrodzone koordynacje dzie­dziczne, polega na wielkiej odporności wobec wszel­kich prób przekształcenia. Karl Biihler zwykł ma­wiać, że dla tego, co wyuczone, należałoby postulować jako właściwość definiującą, że może być znów za­pomniane. Było to z pewnością pomyślane aforystycz­nie, ale ma głębszy sens, ponieważ, jak sądzę, stosuje się wyłącznie do „prawdziwego” uczenia się, nato­miast nie dotyczy procesu nabywania, dzięki któremu powstają wpojone koordynacje ruchowe. Mam nieod­parte wrażenie, że takich koordynacji w ogóle nie można nigdy zapomnieć całkowicie i że poprawki i do­stosowanie w zewnętrznym przebiegu ruchu są raczej skutkiem już to nakładania się na siebie wcześniej­szych sposobów zachowania, już to dodatkowych na­bytków, niż zacierania dawnych przyzwyczajeń.